Logowanie

zdjęcia w blogach



Farmer Stingy Jack

    Halloween ma długą tradycję, która sięga swymi korzeniami kultury Celtów. Te pogańskie plemiona zamieszkiwały tereny dzisiejszej Szkocji, Irlandii i Walii już dwa tysiąclecia temu. W celtyckim kalendarzu rok rozpoczynał się 1 listopada, a ostatni dzień października stanowił wigilię ich nowego roku. Celtowie wierzyli, że w tym dniu pojawiają się na ziemi różnego rodzaju złe duchy, złośliwe skrzaty, niebezpieczne elfy i okropne czarownice, aby dokuczyć ludziom. Aby uniknąć przykrości w razie spotkania ze straszliwymi zjawami, Celtowie przebierali się w dziwaczne kostiumy oraz zakładali maski, ufając, iż nie zostaną przez duchy rozpoznani i dzień ten przetrwają bezpiecznie.
Kiedy w V wieku Rzymianie ostatecznie podbili Brytanię i Irlandię, kultury najeźdźców i tubylców wymieszały się. W tradycji chrześcijan pierwszy listopada jest również ważnym świętem, dniem Wszystkich Świętych (All Hallows). Ponieważ pogański koniec roku był dniem poprzedzającym All Hallows, zaczęto nazywać go All Hallows E'en (E'en - evening) - wieczór przed Wszystkimi Świętymi, co wkrótce przekształciło się w ogólnie znaną dzisiaj nazwę Halloween.
 

   Jedną z najważniejszych dekoracji tego dziwnego święta jest wydrążona dynia z wyciętymi otworami, przez które wydobywa się blask palącej się wewnątrz świecy. Taka latarnia nosi nazwę jack-o-lantern.  
Historia halloweenowych  latarni, sporządzanych  w dawnych czasach z brukwi, rzepy, buraków czy po prostu z ziemniaków - wywodzi się z Irlandii. Dawniej nie wykorzystywano do ich tworzenia dyń, bowiem w Europie nie znano tej rośliny, aż do czasu odkrycia Ameryki.
 

Stara irlandzka legenda opowiadająca o człowieku zwącym się Stingy Jack, który był zbyt skąpy i samolubny (stingy - skąpiec), by dostać się do Nieba, i zbyt sprytny, by dać się diabłom porwać do Piekła.

A było to tak ...
Dawno, dawno temu w Irlandii żył sobie farmer Stingy Jack, człowiekiem o złej sławie. Uważany za kłamcę, mistyfikatora i manipulanta. Wieśniacy z wielkim zapałem przekazywali sobie opowieści o złym Jacku do czasu, gdy o wszystkim dowiedział się sam diabeł i postanowił się przyłączyć.
Ten - zafascynowany osiągnięciami farmera, a jednocześnie zazdrosny nieco o konkurenta - postanowił sprawdzić, czy aby bajania ludu na pewno są prawdziwe...
Jack jak zwykle pijany wracał nocą do domu, gdy na ścieżce zauważył leżącą postać z upiornym wyrazem twarzy. Domyślił się, że to diabeł. Zasępił się, bo wiedział, że przyszedł po jego niewdzięczną duszę. Nie pozostało mu nic innego, jak tylko wyrazić swoje ostatnie przed śmiercią życzenie,  chciał się jeszcze napić piwa. Diabeł uszanował ostatnią wolę i zabrał Jacka do pubu. Ten rozkoszował się smakiem złotego trunku, po czym obwieścił, że nie ma czym zapłacić. Zaskoczenie diabła zdołał jednak przyćmić doskonałym pomysłem. Zaproponował szatanowi, by ten zamienił się w monetę. Zdumiony sprytem Jacka diabeł zamienił się w monetę. Jack szybko ją złapał i wrzucił do kieszeni, w której nosił również krzyż. Diabeł, któremu nie odpowiadało towarzystwo, za uwolnienie ofiarował Jackowi dodatkowe 10 lat wolności.
    Gdy minął umówiony czas doszło do ponownego spotkania. Jack oświadczył, że jest gotowy na przeprowadzkę do piekła, ale zapytał, czy mógłby jeszcze zjeść jabłko. Diabeł ponownie się zgodził, skoczył na jabłoń, żeby zerwać ostatni owoc dla straceńca. W tym czasie przebiegły farmer otoczył drzewo krzyżami i w ten sposób uwięził diabła na drzewie. Zażądał, by ten nigdy nie zabrał jego duszy do piekła. Czort musiał się zgodzić.
    Nieszczęśnik wreszcie zmarł. Zastukał do bram nieba, ale usłyszał, że życie jakie wiódł nie uprawnia go do bycia w tym miejscu. Zrozpaczony udał się więc do piekła. Ale i tam nie został przyjęty - przecież diabeł obiecał, że nigdy nie weźmie jego duszy. Tak więc Stingy Jack błąka się do dziś między niebem a piekłem, a drogę oświetla mu z latarnia zrobiona z wydrążonej rzepy wypełnionej żarzącymi się węglami. Stingy Jacka zaczęto nazywać "Jack of the Lantern" lub krócej: "Jack-o'-lantern".

   Dzisiaj rzepę zastąpiono dynią, a wydrążone, oświetlone głowy stały się symbolem snujących się po świecie dusz.
Z legendy tej wywodzi się irlandzka tradycja stawiania w Halloween w oknie lub w drzwiach domostwa latarni wykonanej z rzepy lub innego warzywa. Upiornie migocąca jack-o-lantern miała odstraszyć, odegnać precz włóczącego się w tę noc po ziemi Skąpego Jacka, a przy okazji i inne duchy. Gdy tradycja ta została przez emigrantów zaszczepiona na kontynencie amerykańskim, do sporządzania latarni zaczęto używać dyń, bowiem "pumpkins" nadają się do tego celu idealnie.
 

 
made by Tolus