Logowanie

zdjęcia w blogach



Dynia w kulturze Indian

Archeolodzy ustalili, że dynia uprawiana była 7000 lat przed naszą erą przez dawnych Indian zamieszkujących tereny obecnego Peru. Pierwsze ślady dyni odkryte przez Richarda McNeisha w meksykańskiej dolinie Tehuacán datowane są na 5000 lat przed naszą erą. Dowody na wykorzystywanie dyni przez środkowoamerykańskich Indian Maya i tak zwana kulturę północnoamerykańskich Wypalaczy Koszów pochodzą z 2000 roku p.n.e. Dynie uprawiali na południu stanu Colorado (USA) Indianie Anasazi, których kultura zanikła w drugiej połowie XIII wieku z powodu długotrwałej suszy. Indianie Iroquois dynię zaczęli uprawiać około 700 roku naszej ery. Zapewne nie da się dokładnie określić, kiedy to poszczególne, istniejące dziś jeszcze plemiona indiańskie po raz pierwszy zobaczyli dynię.

 

    Jukatańscy Indianie Maya opowiadają, że ich bohater kulturowy Giaia miał złego syna, który Giaial się zwał. Giaial chciał zabić ojca swego. Pradawni bogowie podszeptali Giai słowa zemsty. I zabił Giaia syna swego Giaiala; wziął ciało jego, porąbał, ułożył w dyni i ukrył ją na stoku góry. Ale wielokroć jeszcze brał Giaia dynię w ręce i płakał nad nią boleśnie, gdyż kochał swego syna, a on wszak już nie żył. Zdarzyło się dnia pewnego, że dotknął dyni i wyszły z niej ryby. Przeląkł się, bo nie zrozumiał znaku i opuścił to miejsce. A poszli tam czterej bracia, cztery sieroty, i zapragnęli pożywić się rybami. Przeznaczenie przywiodło tu Giaię, i przybył on na czas. Uciekający bracia rzucili dynię na ziemię; z kawałków trysnęły strumienie wody. Było jej tyle, że cała okolica jak okiem sięgnąć została zalana ze szczętem. A nad te rozlane wody nasunęły się deszczowe chmury. I wszystko wodą było, i w górze i w dole, ostała się tylko ziemia, na której żyją Indianie Maja, i kilka wysp daleko, tam gdzie Słońce wstaje.

    Indianie Iroquois mówią, że dynia wyrosła z głowy kobiety-matki, która zmarła tragicznie przy porodzie drugiego z bliźniaków. Indianie Chippewa twierdzą natomiast, że uprawy dyni nauczył ich bohater kultowy – Nanabozho.

    Nie istniejący już Indianie Huron mówili, że gdy w początkach świata spadła na Ziemię kobieta, istota boska, to po pewnym czasie powiła bliźniaki, bardzo różniące się usposobieniem. Już w łonie matki bili się ze sobą i kłócili. Kobieta usłyszała jak jeden z nich powiedział, że chce się urodzić zwykłym sposobem, ale drugi z gniewem odparł, że on się na to nie zgodzi. I wyszedł na świat rozdzierając bok matki, czym też ją zabił. Kobietę pogrzebano w ziemi, a z jej ciała wykiełkowały roślina potrzebne nowej krainie, żeby mogli tam żyć ludzie, którzy wkrótce mieli być stworzeni. Z głowy kobiety wyrosła dynia, z piersi – kukurydza, a z rąk i nóg – fasola.

    Według Indian Osage sztuki uprawy dyni nauczyła ich Babcia Puma. Według Indian Manadn dynią opiekuje się dziki łabędź.

    Według Indian Mexica dynia i wszystkie inne rośliny wyrosła z ciała boga Centeotla, który dobrowolnie złożył swoje ciało w ofierze Ziemi.

    A gdy już dynia Indianom została dana, odkryli oni genialny sposób jej uprawy. Na kawałku ziemi, który często nawożono dla wzbogacenia gleby rybami, sadzono ziarenka kukurydzy, wokół nich ziarno fasoli, zaś pomiędzy nimi – ziarna dyni (czasami po prostu umieszczano przeznaczone do siewu ziarno w pysku martwej dyni). Był to zupełnie inny sposób uprawy od tych w Europie, gdzie każde warzywo sadzono w rządkach, a do tego bardzo wydajny. Tak potrójnie sadzone rośliny otrzymały od Indian Iroquois nazwę Diohe’ko, czyli Trzy Siostry.

Kukurydza, najwyższa z Trzech Sióstr, służyła za tyczkę dla Siostry wątlejszej – pnącej się fasoli. Dynia natomiast rozpościerała się u ich stóp, zatrzymując wilgoć w ziemi, nie pozwalając rosnąć chwastom i broniąc kolczastymi pędami swe pozostałe Siostry przed szkodnikami. Ponadto każda z Sióstr potrzebuje innych minerałów, więc mogą rosnąć wspólnie, nie odbierając sobie nawzajem pokarmu. Każda też z Trzech Sióstr ma liście na innym poziomie, więc każda może w pełni korzystać z nasłonecznienia.

    I tak to mitologii Indian Iroquois zaistniały trzy dobre duchy: Duch Kukurydzy, Duch Fasoli i Duch Dyni. Trzy Siostry rodziły się w tym samym miejscu, mieszkały razem w spokoju i zgodzie. W ciche księżycowe noce można je zobaczyć przemykające przez pole i usłyszeć ich glosy w szeleście wysokich łanów. Duch Kukurydzy nosi szatę z podłużnych, zielonych liści i żółty kit. Duch Fasoli ma wieniec z aksamitnych zielonych strąków na głowie. Duch Dyni stroi się we wspaniałe, pomarańczowe kwiaty.

    Podczas rozbudowanej ceremonii zwanej Rytuałem Dziękczynienia Indianie Iroquois składali między innymi podziękowanie Trzem Siostrom za to, że przyczyniają się do szczęścia ludzi i za to, że „wzmacniają oddech – główny przejaw życia”. Trzy Siostry nazywali też swoimi „żywicielkami i dobrodziejkami”.

    Indianie Kaingang mówią, że w dawnych czasach nie znali ani pieśni ani też tańca. Pewnego dnia Kayurukre (ich bohater mitologiczny) idąc na polowanie spostrzegł dwie gałęzie tańczące pod drzewem. Jedna z nich miała na czubku dynię, która w rytm melodii śpiewanej prze niewidzialną istotę wydawała grzechotliwe dźwięk.

    Towarzysze Kayurukre wzięli te gałęzie jako pałeczki do wystukiwania rytmu tanecznego, a on sam zatrzymał sobie dynię jako grzechotkę. I tańczyli wszyscy przy dźwiękach tych instrumentów.

Kilka dni później Kayurukre spotkał wielkiego mrówkojada, który stał wyprostowany na tylnich łapach i śpiewał. Śpiewał tę samą melodię, którą Kayurukre słyszał gdy patrzył na tańczące gałęzie. Wtedy zrozumiał, że owym tajemniczym śpiewakiem był wielki mrówkojad. Mrówkojad zażądał zwrotu swoich gałęzi i zaczął z nimi tańczyć. Przepowiedział on Kayurukre, że jego żona urodzi mu chłopca.

W wierzeniach Indian Tapirape ze środkowej Brazylii w czółnach zrobionych z dyni szybują w powietrzu Topu małe duchy całkowicie obrośnięte białymi włosami

    Bernal Diaz de Castillo w swym „Pamiętniku żołnierza Korteza” opisującym dzieje podboju państwa Indian Mexica, w pewnym miejscu napisał: „Dalej szliśmy już z lżejszym sercem, pojadając dynie zwane ayotes i kierując się na Tlaxcalę.” Być może były to pierwsze degustacje tego owocu dokonane przez najeźdźców Białych.

    Równie wcześnie Biali zanotowali, że dynie pumpkin i squash uprawiali Indianie Timucua z Południowego Wschodu Ameryki Północnej.

Indianie Cheyenne dynię nazwali heóvemâhoo'o. Indianie Potawatomi na dynię mówią wapkon a dynie (w liczbie mnogiej), określają słowem wapkonen.

Dynia squash, nazwę swą wywodzi z języka Indian Narraganset, od słowa asquutasquash. Indianie Chippewa dynię squash nazywają na’bûgogwis’simaün, co znaczy „plaska dynia”. Ci sami Indianie dynię zwyczajną nazywają ogwis’simaün.

    Dynia uprawiana był też i przez Indian Cherokee.

    Na swych małych ogródkach dynie uprawiały też i kobiety Indian Pawnee. Zebrane z poletek plony ukrywały one w znanych sobie miejscach, po czym, wraz z całym plemieniem, wyruszały na prerie by łowić zwierzynę. Do miejsc, w których uprawiały rośliny i w których ukryły swe zbiory, powracały wczesną zimą. Ktoś naliczył siedem gatunków dyni uprawianych przez Indian Pawnee, ale mi wydaje się, że jest to szacunek lekko przesadzony. A może i nie, ponieważ inne źródła podają, że Indianie Hopi uprawiali osiem odmian dyni.

    U jukatańskich Indian Lakandon uprawą dyni i innych roślin, zajmowali się (i zajmują) włącznie mężczyźni.

    Indianie używali różnych gatunków dyń do bardzo różnych celów; dla pokarmu, leków i na naczynia.

Dawni meksykańscy Indianie Mexica pastą pozyskaną z pestek dyni zagęszczali chilome – sos robiony na bazie chili.

    Dla celów spożywczych Indianie północnoamerykańscy dynie piekli w całości w gorącym popiele, gotowali w rosole, ucierali i podawali z masłem, a jak udało się zanotować, Indianie Oneida „gotowali z mięsem do konsystencji zupy ziemniaczanej”.

Indianie Chippewa dynię squash nazywali na’bûgogwis’simaün, czyli „płaska dynia”. Dynię zwyczajną nazywali ogwis’simaün. Kwiaty dyni zwyczajnej suszyli i używali ich do zagęszczania rosołu. Zmieniając zaś okresowo miejsce obozowania, zawsze zabierali ze sobą woreczek wysuszonych nasion dyni, które gotowały w sosie do mięsa, zagęszczając go w ten sposób.

Ze względu na swą pożywność i szerokie zastosowanie, dynia squash miała dla Indian Iroquois, i innych plemion Wielkich Lasów Wschodu Ameryki Północnej, tak samo wielkie znaczenie jak kukurydza na innych obszarach.

    Indianki Iroquois cięły dnie w długie paski, suszyli i tak spreparowane przechowywały na okres zimowy.

    Kiedy w 1743 roku Do Indian Iroquois przybył John Bartram, zanotował, że Indianie ci w kotle gotowali dynie i jej kwiaty.

    Kobiety Indian Iroquois często piekły całe dynie czasami wraz z tłustymi, słodkimi żołędziami i orzechami maślanymi, używając przy tym jako przypraw tłuszczu, miodu lub syropu klonowego. Delikatne, żółte dynie letnie były nieraz gotowane i rozcierane na zupę.

Co roku w porze gdy jelenie zmieniają sierść Indianie Seneca przyrządzają maść z kukurydzy i dyni. Przykładając lek do rany trzeba śpiewać i grzechotać tykwami. Indianie rzucają też przy tym do ognia tytoń, bo spalanie tytoniu równa się modlitwie.

W swej medycynie Indianie miąższ dyni i jej nasiona używali w przypadku zatruć, schorzeń pęcherza moczowego i eliminacji pasożytów z przewodu pokarmowego. Indianie Maya używali soku dyni jako okładu na oparzenia.

    Pani Stevenson zanotowała w XIX wieku, że dynia zwyczajną używana była przez Indian Zuni zarówno jako pokarm jak i lek. Nasiona i kwiaty aplikowano zewnętrznie, aby ulżyć miejscom pokłutym kolcami kaktusów. Leczniczy człowiek Indian Yuma dawał emulsję (zawiesinę) z dyni oraz nasiona arbuza na zranienia. Indianie Menominee używali nasion squash do ułatwienia oddawani moczu. Nasiona te rozcierano w moździerzu, a pozyskany w ten sposób proszek mieszano z wodą i podawano do picia. Indianie Catawba żuli nasiona dyni, świeże lub suszone, i połykali to jako rodzaj pewnego lekarstwa.

    Dla Indian Iroquois dynia miała też i znaczenie ceremonialne. Z długich tykw robiono niekiedy grzechotki używane przez tajne stowarzyszenia.

    Nowożeńcy Zachodnich Indian Apache przez pierwszy rok związku lub do czasu urodzenia się pierwszego dziecka mieli zakaz wchodzenia na pole, gdzie uprawiano dynie.

Jako naczynia łupiny dyni wykorzystują dziś jeszcze Indianie Waika, a Indianie Quechua w tym samym celu przepięknie je dodatkowo dekorują.

    Indianie Navajo wypracowali w swym jubilerstwie szereg stylów, z których najbardziej chyba znanym jest „squash blossom”, czyli „kwiat dyni”. Charakteryzują go naszyjniki, kolczyki i bransoletki. Nazwę zaczerpnięto od formy powtarzającego się w regularnych odstępach koralika o kwiatowej formie, nadającemu „rytm”. Wyrabiany w tym stylu naszyjnik składa się z nanizanych na grubą bawełnianą nić koralików, a raczej korali. Czasami są one wyłącznie srebrne, częściej jednak połączone są z turkusowymi kamieniami. Każdy z kamieni jest starannie oprawiony w srebro. Naszyjnik wieńczy duży wisior w kształcie niepełnego okręgu, otwartego na dole. Element ten został prawdopodobnie przejęty z hiszpańskich naczółków (część końskiego ogłowia), pochodzący z kolei od arabskiego półksiężyca. Indianie Navajo nazywają tę część naja, czyli „wschodzący”.

    A jeszcze inaczej zaistniała dynia w kulturze Indian Hopi. Tam to robiono fryzury zwane kwiatem dyni squash. Uczesanie tego typu nosiły jednak tylko dojrzałe dziewczyny, gotowe do zamążpójścia. Zanim jednak pozwolono im na noszenie takiego uczesania, musiały one dowieść swej biegłości w pracach kobiecych, takich jak mielenie przez cztery dni kukurydzy na mąkę. Po tym można już było ułożyć im włosy w kwiat dyni squash, ale i to wymagało dużej sprawności i umiejętności. Aby wykonać taką fryzurę, należało wpierw włosy wyszczotkować, rozdzielić na środku głowy i podzielić opadające włosy z każdej strony głowy na dwa długie kosmyki, z których każdy obwijano z kolei wokół wysuszonej i wygiętej w kształcie litry U gałązki, lokalizowanej za uchem dziewczyny. W wyniku serii przeplatań kosmyków włosów wokół gałęzi, tworzono z obydwu stron głowy dwa duże, okrągłe twory, przypominające właśnie swym kształtem liść dyni. Proces wykonania takiej fryzury był dość czasochłonny i często robiono to przez godzinę czasu. Po zamążpójściu, kobiety chodziły już tyko w rozpuszczonych włosach.

opracowane na podstawie informacji uzyskanych od Marka Cichomskiego

made by Tolus